Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie nagą dziewczynę, ciemne włosy kontrastują z białą pościelą.
Jej wzrok jest nieobecny, jakby dusza już dawno temu uleciała z idealnego ciała. Tak naprawdę, ona cały czas tam jest, trzymana mocno przez niewidzialną siłę, która nie pozwalała jej ruszyć się nawet o milimetr. Powoli i boleśnie przesuwa wszystkie, te dobre jak i te złe, wspomnienia z jej krótkiego życia.
" -Tatusiu! Pohuśtaj mnie jeszcze raz! - krzyknęła pięcioletnia dziewczynka.
-Tylko trzymaj się kochanie. Nie chcę, żebyś spadła.
Ta w odpowiedzi lekko zachichotała i mocniej złapała za sznurki huśtawki którą nie dawno własnoręcznie zrobił jej tata"
"-Mamuś mogę dwie gałki lodów? - zapytała siedmioletnia brunetka.
-Oczywiście szkrabie, wybierz jakie chcesz, a później pójdziemy na plac zabaw."
"-Patrzcie umiem już jeździć sama - krzyczała uradowana, manewrując pomiędzy drzewami.
-Tylko uważaj żabko - odpowiedział jej tata"
Pamięta jakby to było wczoraj, głos rodzicielki do tej pory odbija się echem po głowie. Zamrugała kilkakrotnie, aby odgonić niechciane łzy.
"Siedziała na kanapie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Za chwilę u progu drzwi miał stanąć jej pierwszy chłopak. Przed nią najtrudniejsze zadanie, zapoznanie Max'a z rodzicami. Nigdy wcześniej nie była tak zdenerwowana, jak w tym momencie. Usłyszała ciche pukanie do drzwi i od razu zerwała się z miejsca, aby dotrzeć do przedpokoju przed tatą. Uchyliła drzwi i ujrzała blond czuprynę, niebieskie oczy oraz śnieżnobiały uśmiech. Nie wiele myśląc od razu wtuliła się w ciepły tors chłopaka przyodziany w biały t-shirt.
-Nie przejmuj się jak będzie chamski, to jego sposób na sprawdzenie czy jesteś wart jego jedynej córki - szepnęła
-Mam nadzieję, że mnie polubi.
-Polubi? On Cię pokocha, tak samo jak ja.
Złapała jego dużą dłoń i mocno wciągnęła do wnętrza domu"
Przyłożyła swoją malutką rączkę do ust, chcąc stłumić cichy chichot na to wspomnienie. Nigdy nie zapomni tego jak jej tata udawał groźnego, tylko po to, aby odstraszyć chłopców od jego "oczka w głowie".
"-Zostaję w domu. W sobotę są urodziny Hope i nie zmarnuję takiej szansy na super imprezę - oznajmiła brunetka.
-Nie możemy zostawić Cię samą sobie. Jesteś jeszcze dzieckiem Teddy.
-Dam sobie radę. Dajcie mi szanse, proszę - złożyła ręce jak do modlitwy, wymachują nimi przed twarzami rodziców.
-Jedna jedyna szansa, nie zmarnuj jej - mruknęła jej starsza wersja."
"Jedyne co pamięta, to łzy, smutek, złość na samą siebie. Dlaczego to akurat jej los musiał pokazać, jak okrutny, potrafi być. Dlaczego akurat to jej musiał zabrać osoby, które kochała. Dlaczego to akurat jej musiał, zgotować piekło na ziemi. Siedziała na łóżku, zastanawiając się <<Co by było gdyby...>> To samo pytanie krążyło jej po głowie od 24 godzin, odkąd dowiedziała się o śmierci rodziców i rodzonego brata. Czy gdyby nie zrobiła tej ogromnej imprezy w domu to jej rodzice nadal byliby na wakacjach i wygrzewali się na słońcu. Czy teraz musiałaby żyć ze świadomością, że pozostała sama i nikt nie może jej pomóc?"
"Właśnie wybiła godzina pierwsza w nocy, powolnym krokiem wracała z małych zakupów spożywczych w całodobowym sklepie. Nagle donośny krzyk zatrzymał jej nogi, rozejrzała się, lecz nie zauważyła niczego co zwróciłoby jej uwagę. Już miała ruszyć dalej gdy do uszu dobiegł ten sam przeraźliwy dźwięk. Tym razem mogła przynajmniej domyślić się skąd on pochodził. Skręciła w wąską uliczkę, przeszła parę kroków a jej oczom ukazało się zapuszczone podwórze. Powoli wchłaniała każdy szczegół, zapuszczone krzaki, podarta siatka która kiedyś pewnie służyła jako ogrodzenie. Gdy ponownie usłyszała krzyk przerażenia wołający o pomoc, uwagę skupiła na grupce ludzi; trzech pochylających się nad samotnie leżącą sylwetką, wijącą się prawdopodobnie z bólu bądź przerażenia.
-Co wy kurwa robicie?"
"Siedzi na skórzanej kanapie obok blondyna. Na przeciwko siedziało trzech innych mężczyzn, którzy z niewiadomych przyczyn patrzyli na nią jakby gołymi rękami zamordowała im całą rodzinę. Ze spokojem wymalowanym na twarzy, jeszcze nie wiedząc na co, czekała. Nagle drzwi, znajdujące się po przeciwnej stronię pokoju, otworzyły się z hukiem. Zobaczyła chłopaka, może już mężczyznę, z burzą brązowych loków na głowie, poważną miną i wysportowanym ciele. Ubrane miał czarne obcisłe spodnie i tego samego koloru koszulkę. Jego zimny wzrok przeszywał każdego po kolej, aż zatrzymał się na niej."
"-Zasady są proste, jesteś z nami, albo przeciwko nam.
-Wybór pomiędzy życiem a śmiercią? - zapytała.
-Tak.
-Chce umrzeć - wyszeptała."
"Uznali, że szkoda tak "pięknej buźki" , więc lepiej będzie jak przyłączy się do nich. Nikt nie rozumie tego, że ona chce umrzeć, chce zakończyć swoje beznadziejne życie. Ona po prostu nie miała odwagi, aby zrobić to samodzielnie. Pewnego dnia, zdobędzie tą siłę i skończy wszystko, raz na zawsze."
"-Słuchaj, jeszcze nigdy nie było mi z nikim tak dobrze, jak z Tobą. Myślę, że moglibyśmy oboje z tego skorzystać - wyszeptał do jej ucha, gdy tylko zostali sami w kuchni.
-Przyjaciele od seksu? - zaśmiała się.
-Może być - wypowiedział prosto w jej usta, po chwili skradając krótki pocałunek.
-Żadnych uczuć."
___________________________________________________________________
Hej, cześć i czołem !
A więc tak przedstawia się rozdział 1, który miał wyglądać zupełnie inaczej. Kto nie ryzykuję ten nie zyskuję, prawda ? Proszę wszystkich o komentarz, ponieważ dopiero co zaczynam publikację na blogspot'cie i miło byłoby zobaczyć, że ktoś to czyta. A dziewczyną, które skomentowały prolog bardzo dziękuję :)))))
Mrs. Czekolada